śmiertelnie na serio

trochę liberalnie, trochę konserwatywnie,trochę ateistycznie i trochę religijnie – słowem: PRAGMATYCZNIE

Drogie kremy dla kobiet

Październik 8th, 2012

Mam nadzieję, że ów wpis nie zdenerwuje niektórych jego czytelniczek. W każdym razie nie taki jest Jego cel.

Będzie krótko i na temat. Otóż, dla zorientowanych w temacie, oczywiste jest, że w najlepszych sklepach z kosmetykami, możliwe jest nabycie baaardzo drogich kremów. Są to z reguły kosmetyki adresowane do klienta w określonym wieku, któremu  robią się zmarszczki lub inne następstwa drugiej zasady termodynamiki. Otóż….szanowne Panie- nie kupujcie tego!!!! Spieszę z wyjaśnieniem dlaczego….Statystycznie rzecz biorąc, bardzo mało osób stać na zakup kremu za 400-600 zł (albo i drożej). Oznacza to, że firmy wypuszczające tego typu kosmetyki, potencjalnych klientów liczą w tysiącach (a nie w milionach- jak to ma miejsce w przypadku standardowych klientów). Problem jest tylko taki, że im lepszy produkt, tym jego działanie musi być lepiej przetestowane/zbadane. Jak zaś zbadać krem, który kosztuje 600 zł? To proste! Wystarczy tylko „wpakować” go do zwykłego opakowania i sprzedawać za 20 zł! A następnie zbadać jak działa! Należy przecież pamiętać, że wszystkie kremy pochodzą zwykle z jednego podajnika- a więc nie ma różnicy do czego się je pakuje! Jaka jest różnica? Zazwyczaj, w przypadku pozytywnego zdania testów, krem za 20 zł jest wzbogacony o kilka nowych składników zapachowych, jest pakowany do ładniejszego pudełka, jest ładniej zareklamowany i daje się go w sklepie na najwyższą półkę. Nie zmienia to jednak faktu, że za 600 zł dostajemy w zasadzie to samo, co za 20 zł……no chyba oczywiście, że naszym celem nie jest sam krem, ale np. pudełko ładnie wygląda na półce 🙂

Nuda codzienności

Październik 3rd, 2012

Nie wiem jak was, ale mnie często irytuje nuda codzienności. Myślę, że nuda ta jest zasadniczo generowana przez problemy, jakimi żyją ludzie…. Jacy ludzie? Wielcy!!! Żeby lepiej unaocznić problem, który mnie trapi, posłużę się pewnym (jak to mam w zwyczaju) eksperymentem myślowym. Otóż, wyobraźmy sobie, że mamy dzieci. Wyobraźmy też sobie, że chcielibyśmy im wybrać zawód, albo mówiąc szerzej – kierunek, w jakim mają się rozwijać. Co takiego im wybierzemy? (zakładam oczywiście, że rodzice chcą dla swoich dzieci wszystkiego najlepszego) Być może dziś, tj. w 2012 odpowiedź będzie już nieco inna niż w 1980, kiedy to rodzice chcieli, aby ich pociecha została lekarzem lub prawnikiem lub księdzem, ale sądzę, że różnica ta nie będzie aż tak wielka, jak by się mogło wydawać. Podejrzewam, że na szczycie rankingu „wymarzonych profesji naszych pociech” królować będą: sędziowie, adwokaci, architekci, dyrektorzy (koniecznie finansowi!), ekonomiści, tudzież lekarze i dentyści (którzy też są lekarzami, ale jakoś tak trzeba ich odróżnić).  Dlaczego na liście naszych życzeń nie ma: biologów, chemików, muzyków, filozofów, malarzy-artystów, wodzirejów oraz leśników? Odpowiedź jest oczywista: ponieważ te profesje są (średnio licząc) gorzej płatne. Zakładamy więc, że to posiadanie pieniędzy stanowi klucz do przyszłego szczęścia naszych dzieci. Nie chcę tutaj w tym miejscu polemizować z taką tezą (z punktu widzenia psychologii, człowiek jest szczęśliwy wtedy, kiedy powodzi mu się relatywnie dobrze W PORÓWNANIU do jego znajomych). Chciałbym jednak wyprowadzić praktyczne konsekwencje takiego właśnie myślenia. Otóż, im dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że skutkiem takiej „piramidy wartości” jest właśnie wszechotaczająca NUDA. Najwybitniejsi ludzie (najlepsze mózgi) oraz potomstwo najwybitniejszych ludzi, w celu osiągnięcia wysokiego statusu społecznego – wiąże swoją przyszłość z dziedzinami, w których albo nic się nie dzieje (prawo) albo takimi, w których ciężko jest „odkryć” cokolwiek nowego (ekonomia). W USA profesorowie fizyki teoretycznej oraz wybitni matematycy zajmowali się konstruowaniem skomplikowanych instrumentów finansowych. Efekt? Kryzys finansowy.

I właśnie dlatego, na spotkaniach towarzyskich rozmawiamy o podatkach, partiach politycznych oraz stopach procentowych. Dlatego na margines odsunięci są malarze i poeci oraz rzesze naukowców! Dlatego najciekawsze jednostki pochłonięte są rozwiązywaniem głupich problemów! Dlatego jest tak nudno!!!

 

Kwoli sprostowania- powyższy tekst nie był pisany przez niedocenionego poetę-amatora, ale przez wielkomiejskie- „zwierzę korporacyjne”

 

 

Testy analityczne do PWC,E&Y, Deloitte

Październik 2nd, 2012

Wpis ten kieruję do wszystkich tych, którzy boją się jak ognia testów analitycznych…. Może to już wiecie, a może nie, ale każdego, kto chce się dostać do tzw. „Wielkiej Czwórki” czekają takie testy. Sądzę, że nie dla każdej osoby  są one relaksującą rozrywką intelektualną (tym bardziej, że średnio – na rozwiązanie jednego pytania mamy minutę..). Jak zaś przejść procedurę zdawania testów? Oczywiście można to zrobić standardowo do czego gorąco zachęcam…. Osobiście bardzo lubię testy na inteligencję, toteż tego typu badania pozycjonujące stanowią dla mnie pewien rodzaj sadomasochistycznej przyjemności.

Nie byłoby jednak sensu pisać w tym miejscu o standardowych rozwiązaniach…. Przedstawmy zatem to niestandardowe…. Otóż, w każdy system korporacyjny wpisana jest mniejsza bądź większa głupota…. I właśnie tę głupotę należy zdemaskować i wykorzystać…..A że WIELKA CZWÓRKA rekrutuje „najlepszych”….to i wiadome jest, że jak się jest najlepszym, to będą nas chcieli zatrudnić….

Do rzeczy jednak…..

System jest tak skonstruowany, że najpierw zdajemy testy on-line, a potem zdajemy testy w biurze. Teraz… w E&Y w biurze zdaje się testy typu SHL – a do nich trzeba się troszkę przygotować. Moja porada na pewno funkcjonuje niezawodnie w przypadku PWC.

A oto co robimy: Budujemy fikcyjne CV, fikcyjnej osoby, z fikcyjnym doświadczeniem zawodowym. Ta osoba musi mieć ukończone dobre uniwersytety, mile widziane -zagraniczne oraz doświadczenie zawodowe – najlepiej w mniejszych firmach świadczących usługi analogiczne do tych, którymi chcemy się zajmować w Czwórce.

Ten, stworzony przez nas- fikcyjny Kowalski ( z osobnym mailem itp.) aplikuje najzwyczajniej w świecie na to samo stanowisko co i wy…. Oczywiście, taka nietuzinkowa osoba jest zaproszona na testy on-line…. i tutaj zaczyna się zabawa….Nasz fikcyjny Kowalski zabiera się do rozwiązywania testów….z tą jednak różnicą, że zamiast klepania w kalkulator – klepie w przycisk „print screen” na klawiaturze swojego komputera i każde pytanie, każdego testu wkleja np. w kolejne zakładki Excela….

Im więcej „Kowalskich” stworzymy, tym więcej mamy testów…..a testy się powtarzają w biurze!!!  Kiedy przyjedziemy do biura to okaże się, że 40-60% pytań znamy (co już zwykle nas dopuszcza do dalszej tury), ale żeby nie marnować czasu, to „dla sportu” możemy się troszkę pobawić, i rozwiązać kilka zadań. W końcu największą trudnością w ich rozwiązywaniu jest czas….a tego nagle będziecie mieć pod dostatkiem!

POWODZENIA! I komentujcie jak wam poszło!

Wszystkie osoby, które chciałyby podać mnie do odpowiedzialności za niniejszą notkę informuję, że jest to wiedza zasłyszana, mająca w dużej mierze charakter „eksperymentu myślowego” i nie biorę absolutnie żadnej odpowiedzialności za jej wprowadzanie w życie.

Być,czy mieć?

Październik 1st, 2012

Im szybciej jedziemy, tym szybciej (prze)mijamy….

Im szybciej uciekamy światu, tym szybciej on od nas się oddala….

Im szybciej pędzimy, tym mniej zobaczymy…..

Być, czy mieć?

Kremówka salezjańska

Wrzesień 28th, 2012

W ubiegłym tygodniu większość mediów skoncentrowana była na karygodnej postawie księdza -pedofila, który zmuszał dzieci do upokarzających zachować.

Jaka jest moja opinia w tej sprawie? Cóż – cała zabawa była niesmaczna, i wykształcony człowiek misją kształcenia i wychowywania dzieci nie powinien wyrażać zgody na udział w tak wyreżyserowanym przedstawieniu. Przedstawieniu właśnie! Gdyż salezjanin wcale nie był odpowiedzialny za kształt tej zabawy (księża to zwykle leniwi ludzie, i wolą zrzucać takie obowiązki na innych- w tym wypadku na animatorów).

W tym kontekście mam dwie uwagi:

  • pedofilia (zwłaszcza w wydaniu osób duchownych) jest sk………..em, za które powinno się wieszać (wypadku mężczyzn – niekoniecznie za głowę…), niemniej jednak w przypadku tej konkretnej afery z salezjanami – ksiądz urasta w moich oczach do rangi kozła ofiarnego, z którego media chcą zrobić potwora. Sprawa jest prosta – każda gazeta, każda stacja radiowa czy telewizyjna- chciałyby wejść w posiadanie filmów/zdjęć etc. na których widać jakiegokolwiek księdza molestującego (w „ciężkim” tego słowa znaczeniu) dziecko. Takich jednak materiałów nikt nie ma (bynajmniej nie dlatego, że problem pedofilii w kościele katolickim nie występuje) dlatego media postanowiły wykorzystać nadarzającą się sposobność do pofolgowania swoim fantazjom.
  • oburzenie mediów owym „koceniem” prowadzi do głębszej refleksji. Kiedy ostatnio podczas letniej posiadówy na tarasie, trzymałem na kolanach 6-letnią córkę mojego brata, która ciągle prosiła o to, by ją kołysać – przyszła mi do głowy myśl: „ciekawe, czy jak ktoś na mnie teraz popatrzy, to pomyśli, że molestuję małe dziecko”!. Otóż, należy zauważyć, że zaczynamy myśleć w sposób nienormalny! (Jeśli was to śmieszy, to weźcie pod uwagę fakt, że w USA jest bardzo dużo spraw sądowych, gdzie sąsiedzi oskarżają sąsiadów o to, że Ci bawili się z dziećmi w sposób niestosowny…). Wydaje nam się, że żyjemy w czasach wyzwolenia itp. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że pod względem cielesności to stajemy się coraz bardziej NIENORMALNI! Przykład? W średniowieczu czymś normalnym w Kościele był wizerunek Maryi karmiącej piersią (czytaj: z cyckami na wierzchu!) – dzisiaj potraktowano by to zapewne jako dzieło antykatolickie wołające o pomstę do nieba!

Rozpoczynam „nadawanie”

Wrzesień 28th, 2012

Zamierzam tutaj wypisywać  to, „co mi w duszy gra”. Zamysł jest taki, żeby prezentować w tym miejscu rozmaite myśli „nieuczesane”

Powered by WordPress. Theme by Sash Lewis.